Playa Blanca, z coco loco na karaibskiej plaży.

W końcu zebrałam się żeby napisać post o jednym z najpiękniejszych miejsc w jakim byłam, czyli Playa Blanca należąca do Cartageny. Cudowna plaża, lazurowa woda plus niesamowity klimat to coś co sprawia, że czułam się jak w bajce, totalnie oderwana od rzeczywistości.

Spędziłyśmy w tym miejscu jedną tylko noc i pełne dwa dni. Mimo otaczającego nas piękna nie wyobrażam sobie zostać tam dłużej, poza opalaniem i piciem drinków nic ciekawszego się nie dzieje, a ja raczej wolę aktywnie spędzać czas.

Na plaży jest sporo tubylców, którzy próbują sprzedać wszystko co możliwe, od świeżych owoców, przez kraby, na pamiątkach kończąc. Ja skusiłam się na piękną, ręcznie rzeźbioną maskę, którą kupiłam w bardzo rozsądnej cenie. Koniecznie trzeba się targować, bo sprzedawcy próbują nieźle zedrzeć z turystów pieniądze.

Poniżej jedna z kobiet, która najpierw próbowała nas wymasować (nie polecam, mimo że się nie skusiłam, poza wymazaniem oliwką nic innego nie robią 🙂 ) , a później przynosiła nam pyszne, lokalne owoce.

Spałyśmy w cudownym domku przy samej wodzie. Początkowo przerażała mnie myśl spędzenia nocy w „hotelu” bez drzwi, okien i normalnej łazienki, ale fakt przebywania w takim miejscu nadrabiał za te niedogodności. Miałyśmy łóżko z baldachimem, hamak przed pokojem i widok na morze karaibskie, czego chcieć więcej?

Jak widać na zdjęciu poniżej hamak bardzo się nam spodobał, Kathy nie mogła się oprzeć popołudniowej drzemce 🙂

Ja osobiście wolałam wykorzystać każdą minutę na maksa i w hamaku podziwiałam zachód słońca. Panująca tam cisza spotęgowała efekt. Jestem zdania, że każde miejsce wygląda najpiękniej gdy nie ma tłumów.

Ze względu, że do naszego „hotelu” przypłynęłyśmy łódką (kawał drogi od wejścia na plaże, dojście pieszo praktycznie niemożliwe z powodu upału) nie miałyśmy innej opcji zjedzenia kolacji niż właśnie na miejscu. Mimo, że żadna z nazw nic nam nie mówiła, a tubylcy słabo władają angielskim, skusiłyśmy się na rybę. W pierwszym momencie się przestraszyłam, ale chęć spróbowania lokalnej kolacji była większa. Ryż, smażone banany i  ta strasznie wyglądająca ryba okazały się smaczne. Do tego koniecznie moje ulubione piwo, Club Colombia. Sama się sobie dziwię, że dałam się skusić.

Zaskakująco dobre na Playa Blanca okazały się drinki. Pyszne coco loco prosto z kokosa, pinacolada ze świeżych owoców, a nawet moja ukochana margarita. Trzeba przyznać, znalazłyśmy się w alkoholowym raju.

       


Podsumowując: Playa Blanca to piękne miejsce aby odpocząć, ale nie bardzo można liczyć na jakieś większe rozrywki. Widoki zachwycają i mimo skromnych warunków warto się tam wybrać. Spędzenie chociażby jednej nocy w tym miejscu jest warte przebycia długiej drogi z Cartageny przez biedne, niebezpiecznie wyglądające dzielnice.

Śmiało można nazwać Karaiby rajem na Ziemi, w szczególności z drinkiem w ręku.

Buenas noches!

 

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Playa Blanca, z coco loco na karaibskiej plaży.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s