Całe życie z obciążeniem.

Temat rzeka. Nie zrozumie tego nikt kto nie był w takiej sytuacji. Od kiedy pamiętam jestem kluseczką jak to pieszczotliwie mawia mój tata. Do okresu liceum było stosunkowo ok, prawdziwe wahania wagi zaczęły się w szkole średniej. Największą ściemą jest mówienie, że jak ktoś nie chcę być gruby to nie jest. Nikt nie chce być gruby, bez względu na to co mówi. Każdy woli być piękny, szczupły, ciuchy super leżą, po prostu lepiej żyje się.

Zaburzenia odżywiania to trudny temat i totalnie niezrozumiały dla osób, które nie miały z nimi nic wspólnego. Można wrzucić je wszystkie do jednego worka, bez względu czy mówimy o anoreksji, bulimii czy nadwadze/otyłości. Mamy do czynienia z problemami natury psychologicznej.

Każda osoba z zaburzeniami odżywiania ma te same problemy. Czuje się nieakceptowana, daleka od ideału, nie lubi siebie. Ja będąc w sytuacjach stresowych jem, przynosi mi to chwilową ulgę, a potem wpędza w wielkiego doła, z którego ciężko się wydostać. Bo z każdym kęsem czuje się gorsza, grubsza i słabsza.

Przez pewien okres czasu wyrzuty sumienia były tak duże, że włączył mi się tryb „bulimiczki”. Na szczęście się opamiętałam, chociaż największa w tym zasługa mojej koleżanki, która to zauważyła. (Dzięki!)

Nie wiem co sprawia, że tak się nakręcamy. Mimo, że prowadzę zdrowy tryb życia, wiem, że chwila nieuwagi prowadzi zawsze do tego samego, czyli dodatkowych kilogramów. Dół równa się jedzenie, jedzenie równa się tycie, nadwaga równa się depresja. Błędne koło.

Najważniejsze dla mnie i pewnie dla osób borykających się z tego typu problemami jest wsparcie. Łatwo potępiać i szydzić, trudniej pomóc osobom rozchwianym emocjonalnie. To nie tak, że nie zdajemy sobie sprawy z problemu, po prostu nie umiemy opanować chaosu w naszych głowach. Dlatego proszę o zrozumienie, bo nie zawsze wszystko jest takie jakie się wydaje.

Zaburzenia odżywiania to choroba jak alkoholizm, chwila słabości i wracamy do pozycji wyjściowej. Dbajmy o to aby takich chwil zwątpienia było jak najmniej.

Buziak!

Reklamy

4 myśli w temacie “Całe życie z obciążeniem.

  1. Jola pisze:

    Mam w rodzinie osobę chorą na anoreksję. Dużo rozmawialiśmy na ten temat. Przeszła terapię i co mi się spodobało…powiedziała mi, że alkoholik codziennie musi rano sobie mówić dziś nie piję, a ona… Dziś jem 😦 pozdrawiam

    Polubienie

  2. Zuzanna Kwiatkowska pisze:

    Niestety problem objadania się jest strasznie lekceważony. Ciągle błagam chłopaka, czy rodziców podczas wizyt u nich w domu, żeby nie robili zapasów jedzenia, bo zwyczajnie nie zawsze jestem w stanie się powstrzymać. Tymczasem chłopak codziennie wieczorem zażera się chipsami i mnie niby częstuje nie mówiąc ani słowa, gdy wpadam w trans i po nich następuje pizza, czekolada i trzy bułki, a mama już na dzień przed moim przyjazdem pyta, jakie ciasto ma upiec i mimo mojej odpowiedzi, że żadne i tak zawsze jakieś jest. A potem gdy zjadam 3/4 blachy to słyszę że nikt mi przecież tyle nie kazał. No nie kazał, ale ile razy już mówiłam, że nie potrafię tego kontrolować…? Naprawdę marzy mi się nieco więcej wsparcia.

    Polubione przez 1 osoba

    1. lauretkasretka pisze:

      To jest właśnie to, ja na szczęście ostatnio bardzo się ogarnelam, ale w trudnych momentach wraca to do mnie. Chyba warto porozmawiać z rodziną i uświadomić ich, że bez ich pomocy to się nie skończy. Moi to wiedzą i widząc, że się zapominam Zwracają mi uwagę. Zloszcze się, ale działa 😊

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s